piątek, 14 sierpnia 2015

Co robić gdy jest ładna pogoda? PIKNIK! Czyli mój sposób na ciepłe dni.


Ostatnio pogoda nas rozpieszcza. Nie tylko nas W Londynie, bo z tego co wiem to i Polska uraczona została ładną pogodą. 
Jestem typem osoby, która lubi posiedzieć w domowym zaciszu, z książką i kubkiem dobrej herbaty. Jednak gdy robi się nieco cieplej, uwielbiam wynurzać się z domu. Wędrować bez końca, wsiadać na rower czy iść usiąść na ławce, napawając się słońcem. 
Od kiedy odkryłam niedaleko siebie idealny park właśnie na przesiadywanie w nim podczas ładnej pogody, jednym z bardziej lubianych zajęć stały się też...


Pikniki. 




Zabieram wtedy ze sobą koc, ulubioną książkę, słuchawki i sporo przekąsek. Oraz, oczywiście- sporo wody i herbatę. Ja zazwyczaj pijam ogromną ilość płynów jednak gdy krążą upały, staram się pić ich jeszcze więcej. 
Zazwyczaj też zabieram jakieś zeszyty i coś do pisania, ponieważ właśnie w takich momentach potrafi wpaść mi do głowy multum pomysłów. 
Inspiruje mnie przyroda, inspiruje mnie patrzenie i obserwowanie ludzi i Ich zachowań. Dlatego też kartka papieru i ołówek zawsze wędrują ze mną. 



Jeśli mieszkanie w UK, albo bywaliście tu na wakacjach- raczej znana Wam będzie słodkość Chocolate Orange marki Terry's. 
Jest to, jak widzicie czekoladka z posmakiem pomarańczy, wyglądająca właśnie jak ten owoc. Bezapelacyjnie jest to jedna z moich ulubionych słodkich rzeczy, szczególnie wcześniej schłodzona. 
Próbowaliście kiedyś, lubicie? :) 

Zawsze wybieram miejsce w lekkim cieniu. Należę to tych osób które z bezpośrednim słońcem nie za bardzo się lubią. Po paru już wizytach w tym parku, mam dwa ulubione miejsca które zazwyczaj wybieram. Obie bardzo niedaleko małego stawu. 
Fakt, że jestem z okolic morza ma jednak jakiś wpływa na moją osobę, co zauważyłam dopiero niedawno. Zawsze ciągnie mnie w pobliże wody- chociaż wchodzić do niej nie przepadam, zdecydowanie wolę patrzeć ;) 
Jest coś takiego w tym jak żyjemy, w dobie elektroniki, że bardzo często zapominamy zostawić ją na chwilę za sobą. Wyjść z domu, przeczytać książkę. Nie patrzeć w ekran komputera, nie zerkać co chwilę na telefon. Ja sama, jak dobrze wiecie- bez telefonu jak bez ręki. Do tego stopnia, w którym stało się to po prostu śmieszne. Nawet oglądając film, co chwilę mam ochotę sięgnąć po telefon, porobić coś, posprawdzać...Staram się tego oduczyć. Coraz częściej włączam tryb samolotowy. Ostatnio odkładam telefon na 30 minut przed szykowaniem się do spania, i łapie za książkę, bądź robię notatki na następny dzień- tak, aby nie mieć nic wspólnego z elektroniką. 
Staram się też częściej wychodzić- i to nie tylko ze znajomymi, a właśnie- co ważniejsze, sama. Pikniki są do tego doskonałą wymówką :) 

A Wy, jak lubicie spędzać czas w wysokie temperatury? 

piątek, 31 lipca 2015

KOLEJNE PUSTE OPAKOWANIA, CZYLI DENKO LIPIEC 2K15. | little sunshine.

Jeśli ktoś czyta mnie od dłuższego czasu wie, że denka niegdyś pojawiały się praktycznie co miesiąc, i były moimi ulubionymi typami postów. Niestety, blog ostatni czas działał dorywczo, a ja bardziej skupiłam się na kanale na Youtube. Staram się jednak pogodzić i jedno i drugie. I chociaż nadal nie wychodzi mi to idealnie, mam nadzieję, że dojdziemy do perfekcji w tym temacie ;) 
Dzisiaj natomiast mam dla Was właśnie denko, które pojawiło się też w formie wideo na moim kanale :) - Wystarczy kliknąć TUTAJ :) 
Jeśli chcecie wiedzieć co zużyłam w ostatnim miesiącu, z czego byłam zadowolona a z czego nie, to czytajcie dalej :) 

 
1. Biała perła, pasta do zębów. - Rzecz codzienna i każdemu potrzebna. Niektórzy mówią, że pasta jak pasta a inni są bardzo wybredni. Ja jestem gdzieś pomiędzy. Nie każdą pastę lubię ale mam parę ulubionych. Ta się zalicza do tych lepszych, i w łazience już mam kolejną tubkę. Bardzo fajnie działa, dokładnie oczyszcza i ma przyjemny zapach. Jest też szalenie wydajna. Serio, nie wiem co jeszcze napisać, bo najzwyczajniej w świecie działa :D 3/3 & POLECAM. 
2. Colgate, Aquafrash płyn do płukania jamy ustnej. - Należę do osób która nie wyobraża sobie mycia zębów bez płynu. I tu jestem nieco wybredniejsza niż przy pastach, bo jednak tego smak nam pozostaje ;) Ten produkt bardzo lubiłam. Był średnio wydajny, jednak przyjemny w użytkowaniu. Był idealnie miętowy, jednocześnie nie "parzący" w język. Bardzo możliwe, że zakupię go ponownie. 2/3POLECAM.
3. Pampered, mydło w płynie mango, passion fruit&orange. - Kolejna rzecz którą każdy ma w łazience. To mydło skusiło mnie tylko i wyłącznie zapachem. Pierwszy raz miałam styczność z tą firmą, i szczerze mówiąc nie wiem jak duża jest ich oferta. Mydło miało 500ml i jak na taką pojemność, starczyło na całkiem długo więc z wydajności byłam zadowolona. Nie przesuszał zbytnio skóry, i dobrze oczyszczał. :) 3/3 & POLECAM. 


4. Isana, chusteczki oczyszczające. - Skusiłam się na nie podczas ostatniego pobytu w Polsce i nie żałuje. Na prawdę przyjemne chusteczki. Delikatne, a mimo tego zmywały cały makijaż. Fakt, nie radziły sobie idealnie z mocnym makijażem ale taki codzienny zmywały. (Chociaż ja i tak zawsze myję twarz żelem pod prysznicem:)) Nie podrażniały skóry, zazwyczaj wystarczyła mi jedna chusteczka. Możliwe, że jeszcze kiedyś u mnie zagoszczą bo byłam na prawdę zadowolona. 3/3 & POLECAM.  
5. Rival de loop, clean&care Lotion do demakijażu. - O tym produkcie wspominałam już wielokrotnie i uważam, że jest rewelacyjny. Jego koszt jest niewielki a działanie świetne. Idealnie zmywa makijaż- radzi obie ze wszystkim. Nie podrażnia oczu, ani skóry twarzy a przy tym wszystkim ładnie pachnie. Występuje w 100ml buteleczkach i to sprawia, że dość szybko się kończy, mimo dobrej wydajności. Na prawdę polecam, i uważam iż jest to produkt mocno niedoceniany. 3/3 & POLECAM 
6. Tołpa green, nawilżanie krem głęboko nawilżający. - Zakupiłam go w Biedronce, będąc bardzo zaciekawiona. I był to strzał w dziesiątkę! Z pewnością wpisuje się w top 5 moich kremów do twarzy. Był niesamowicie wydajny! Starczył mi na prawie 3 miesiące używania dwa razy dziennie co u mnie jest rewelacyjnym wynikiem. Przyjemnie, dobrze i dogłębnie nawilżał. Nie podrażniał skóry, nie powodował zaczerwienień. Szybko się wchłaniał, przyjemnie pachniał i nie zostawiał tłustej powłoki. Idealnie sprawdzał się pod makijaż. Na pewno do niego powrócę. :) 3/3 & POLECAM

7. Ziaja, maska anty-stres, z glinką żółtą. - Zazwyczaj maseczki tej firmy lubię, jednak tą bardzo się zawiodłam. Na pewno nie zmniejszała stresu;) Na dodatek okropnie brudziła wszystko dookoła. Pachniała nieprzyjemnie i tak na prawdę nie zrobiła praktycznie nic. Jedyną spełnioną obietnicą było lekkie rozjaśnienie skóry które również nie było fenomenalne. Nic specjalnego, i nie skuszę się ponownie. 1/3 & NIE POLECAM
8. Rival de loop, maseczka poprawiająca humor truskawka&wanilia. - Powstał o niej osobny post z recenzją- TUTAJ. Uwielbiam, nadal używam z zamiłowaniem i na pewno kupię ponownie. Działa cuda na mojej cerze, a jak chcecie dowiedzieć się więcej, odsyłam do recenzji :) 3/3 & POLECAM
9. Olejek herbaciany. - Moje must have jeśli chodzi o toaletkę i pielęgnacje. Używam go na wszelkie wypryski, gdyż jest wysuszający i bakteriobójczy. Sprawdza się też rewelacyjnie jeśli czujecie, że ma Was wyskoczyć opryszczka. Jeśli użyjecie go już przy swędzeniu- opryszczka nawet nie wyjdzie :) Ma mocny, dla niektórych nieprzyjemny zapach ale ja osobiście już się przyzwyczaiłam. 3/3 & POLECAM. 

10. Isana, żel pod prysznic owoc maliny (LE) - Żele z Isany bardzo lubię, więc gdy przy ostatniej wizycie w Polsce zobaczyłam ten z limitownej edycji sięgnęłam bez zastanowienia. Właściwości miał bardzo przyjemne i normalne dla każdego żelu z Isany. Nie uczulał, nie powodował zaczerwienienia czy przesuszenia skóry. Był wydajny, fajnie się pienił. Jedyne co, to rozczarowałam sie zapachem. Nie był niczym wow, i nawet gdybym znalazła go w stałej ofercie, nie sięgnęłam bym po niego ponownie. Ale wiadomo, zapach to już rzecz indywidualna :) 2,5/3 & POLECAM
11. Ziaja, Sopot spa peeling myjący średnioziarnisty. - Powróciłam do niego po długiej przerwie, i znowu uświadomiłam sobie, że po pierwsze zapach tej serii jest jednym z moich ulubionych zapachów który występuje w kosmetykach a po drugie ten peeling jest jednym z moich top produktów tego typu. Rewelacyjnie ściera pozostawiając skórę przyjemnie gładką i całkowicie oczyszczoną z martwego naskórka. Kosztuje niecałe 14 złotych a jego wydajność jest całkiem zadowalająca. 3/3 & POLECAM. 
12. Super-max sensitive, pianka do golenia. - Złapałam ten produkt w funciaku, myśląc w pośpiechu, że jest to produkt firmy Gillette. Zmyliło mnie opakowanie, no cóż zdarza się. Niestety produkt okazał się totalnym bublem. Był niewydajny, ale to jeszcze mogłabym przełknąć gdyby nie to, że ani trochę nie pomagał przy goleniu. Jego konsystencja po rozsmarowaniu była bardzo średnia i niezbita przez co spływała po nogach. Żałuje, że kupiłam i na pewno nie powrócę. 0/3 & NIE POLECAM


13. Biały jeleń, hipoalergiczny szampon do włosów. - Myślałam, że przez małą pojemność szampon starczy tylko na chwilę, ale okazało się, że jego wydajność jest na prawdę spora. Ja używam go, gdy moje AZS jest gorsze, i na skórze głowy pojawiają mi się bolące strupki. Idealnie się wtedy sprawuje. Nie podrażnia, wręcz łagodzi skórę głowy. Ma miły, nienachalny zapach. Mam jeszcze dwie małe buteleczki w zapasie i na pewno kiedyś skuszę się na większą pojemność o ile jest taka na rynku :) 3/3 & POLECAM. 
14. Cien, antybakteryjny żel do rąk. - Skończyły mi się moje ulubieńce z B&BW, i niestety skusiłam się na tego gagatka robiąc zakupy w Lidlu. Niestety, gdyż była totalna porażka. Jedynym plusem był jego zapach, z całą resztą było już tylko gorzej. Nie dawał praktycznie żadnego uczucia czystości, zostawiał nieprzyjemną powłokę i bardzo się lepił. Jego używanie nie było ani przyjemne ani pożyteczne, i bardzo się cieszyłam gdy się skończył ;) 0/3 & NIE POLECAM
15. essence, quick dry top coat. - Zazwyczaj produkty tej firmy bardzo lubię, jednak niestety znalazłam pierwszego bubla. Ten top coat nie robił u mnie zupełnie nic. Ani nie pomagał w wysychaniu ani nie utwardzał lakieru. Nawet po godzinie od nałożenia go na paznokcie, gdy dotknęłam płytki nieco mocniej, lakiej najzwyczajniej w świecie się przemieszczał. Nie zużyłam go nawet do połowy, gdy się poddałam i po prostu wylałam resztę do kosza. Nieprzyjemne spotkanie na pewno się nie powtórzy. 0/3 & NIE POLECAM
16. Ladycore by Bell, lip tint. - Zakupiony w zeszłym roku w biedronce. Miał bardzo fajny, różowy lekko neonowy kolorek i półprzezroczyste wykończenie. Nadawał się idealnie do torebki, gdyż do jego aplikacji nie trzeba było lusterka. Lubiliśmy się, i możliwy jest ponowny zakup jeśli kiedyś jeszcze na ten produkt trafię. :) 3/3 & POLECAM





Ja osobiście jestem całkiem zadowolona z ilości zużyć, szczególnie, że sporo rzeczy pokończyłam w czerwcu więc nie sądziłam, że i lipiec będzie tak owocny ;) Jak tam Wasze zużycia? Wpadło Wam coś fajnego? A może jakiś bubel? Chętnie się dowiem!

niedziela, 21 czerwca 2015

Zachwytów parę nad ulubioną maseczką, czyli Rival de loop w akcji! | little sunshine.

Każdy ma takie produkty, do których zawsze wraca, które zawsze musi mieć w swoich zapasach bo inaczej czuje się nieswojo. No chyba, że to tylko ja? 
Dzisiaj słów kilka o mojej ulubionej maseczce do twarzy. Wracamy więc nieco do korzeni tematem recenzji ;) 
Jeśli i Wy uwielbiacie maseczki, i macie ochotę poczytać o moim ulubiony, produkcie tego typu, to jesteście na dobrej drodze, więc przechodzimy do szczegółów! 




Maseczka o której mówię, to Rival de loop, maseczka na dobre poczucie; ekstrakt z truskawek&wanilia.  Jest ona dostępna wyłącznie w drogeriach Rossmann, za zawrotną cenę 1,69 za opakowanie zawierające dwie części saszetki. Mi jedna połówka wystarcza na dwa użycia- producent sugeruje jednak, że jest ona do jednorazowego użytku. Osobiście, gdy nałożyłam całą połówkę na raz, było to dla mnie znacznie za dużo. Ale wiadomo- to już w zależności od Waszych osobistych preferencji:) 
Sama maseczka ma idealną jak dla mnie konsystencje. Jest na tyle zwarta, że bez większych problemów nakładamy ją na twarz a ona zostaje tam gdzie powinna. Produkt jest w różowym kolorze, o faktycznym zapachu wanilii i truskawki. Jest to zapach przyjemnie wyczuwalny acz nie przytłaczający. Po nałożeniu na skórę daje przyjemne odczucie chłodu i lekkiego uspokojenia skóry. Ponownie, ja produkt trzymam na twarzy około 20 minut, producent zaś zaleca czas 10-15.  Skóra po jej użyciu jest przyjemniejsza, gładsza w dotyku. Sprawia wrażenie lepiej odżywionej, wypoczętej i ze zdrowym blaskiem. Przy jej użyciu nie ma najmniejszego uczucia dyskomfortu, pieczenia bądź zaczerwienienia po jej zmyciu. Jeśli już o zmyciu mowa, to przy grubszej warstwie jest ono lekko uciążliwe. Jednak ja do zmywania wszelkich maseczek używam gąbeczek do twarzy z rossmanna i takie rozwiązanie jak najbardziej polecam. Oszczędzacie czas i nerwy ;)

Ja osobiście uważam, że jest to świetny produkt, który na dodatek poza wszelkimi spełnionymi obietnicami z opakowania, również rewelacyjnie nawilża moją skórę. Przy dłuższym stosowaniu widać znaczną różnice w wyglądzie skóry. Dla mnie ta maseczka nie posiada żadnych minusów i na prawdę szczerze ją polecam. Jej koszt nie przekracza dwóch złotych a na promocji sięga około złotówki, więc niewiele możecie stracić. Ale jestem przekonana, że się Wam sprawdzi :)

Skład: Skład: Aqua, Glycerin, Decyl Oleate, Dicaprylyl Carbonate, Glyceryl Stearate Citrate, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Parkii Butter, Cetearyl Alcohol, Prunus Amygdalus, Dulcis Oil, Zea Mays Germ Oil, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Panthenol, Dimethicone, Propylene Glycol, Carbomer, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin, Parfum, Fragaria Vesca Fruit Extract, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Benzyl Benzoate, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Pantolactone, Glyceryl Oleate, Sodium Benzoate, Citric Acid, Benzyl Cinnamate, CI 16035, CI 15510, CI 42090.

A może już się sprawdziła? Próbowałyście? Lubicie? :)  

Pojawił się też o tej maseczce osobny filmik, więc jeśli chcecie posłuchać mojej krótkiej gadany na jej temat, zapraszam:





piątek, 12 czerwca 2015

Iście dziecięce przyjemności dwudziestolatki.


Całkiem niedawno obchodziliśmy dzień dziecka. I chociaż dzieckiem wiekowo już nie jestem, to tak na prawdę, z dziecięcości nie do końca wyrosłam. I szczerze mówiąc, nie sądzę, że to zrobię. Każdy z nas ma małe lub większe przyjemności, które innym mogą wydać się dziwne. Niektórzy spędzają godziny grając w WOWa, inni godzinami mogą pisać listy i ozdabiać koperty a jeszcze inni spędzają każdą wolną chwilę na czytaniu książek czy oglądaniu kolejnego filmu bądź serialu. Inni zaś wolą dzikie imprezy co piątek, albo i częściej. 
A ja? Cóż, ja jestem gdzieś pomiędzy. Ale często, szczególnie wieczorami można mnie znaleźć w jednym z moich ulubionych miejsc- na placu zabaw. :) 














Pamiętam, jak będąc mała latałam po podwórku skacząc w gumę, bawiąc się w chowanego i…latając po placach zabaw. Pamiętam zawarte tam znajomości. Niektóre z nich trwały które, niektóre ciągnęły się przez całą szkołę podstawową, a jedna nawet przerodziła się w przyjaźń tak wielką, że osoba ta jest dla mnie jak rodzina i zamiast podwórkowej znajomej, chętnie nazywam ją młodszą siostrą. Tak, mowa tu o juli, którą na pewno kojarzą te osoby, które zaglądają na mój kanał na youtube, bądź mojego instagrama. - Tego prywatnego, ale jednak. Wtedy było to najfajniejsze miejsce na ziemi, z ogromem możliwości zabaw. Czy dzieciaki teraz traktują to miejsce jak kiedyś? Niestety tylko mała garstka. 

Przede wszystkim jednak place zabaw stały się moim nieco magicznym miejscem, nawet wtedy gdy powinnam z nich wyrosnąć. Nie wiem do końca co tak bardzo mnie do nich przyciąga. Ale jest to moje miejsce, do którego stopy same mnie ciągną kiedy potrzebuję chwili na poukładanie myśli, kiedy chcę być z dala od wszystkich ludzi, internetu, u problemów. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam po przeprowadzce tutaj, jak i po zmianie mieszkania na nowe było znalezienie placu zabaw. Spacerowałam dookoła tak długo, aż znalazłam to, co chciałam. Kiedy znowu siadam na huśtawkę i wznoszę się w powietrze, jest mi lżej. Tak, jak bym wszelkie zmartwienia chociaż na chwilę zostawiła za bramkami do wejścia. Kiedy kręcę się na kręciołku (chociaż, czy to jest aby poprawna nazwa?) i świat dookoła zlewa się w jedność, a włosy wpadają mi na twarz, nie mogę powstrzymać uśmiechu. Plac zabaw to nie tylko miejsce, aby pozbyć się smutków. Jestem tam również gdy mam świetny humor, kiedy coś mi wyjdzie bądź z czegoś się cieszę. Jestem tam tak często, że nie rozdzielam tego na fakt, jaki humor w danym momencie mam. 
Nie jestem pewna, czy to świadomość tego, ile szczęśliwych chwil przeżywa tu każde dziecko, przekraczając próg tego miejsca, wszystkie chwilowe czy mniej chwilowe przyjaźnie tam zawarte, każdy uśmiech i każdy śmiech tam pozostawiony, czy też uczucie bezpieczeństwa tak mnie tam ciągnie. Nie wiem czemu place zabaw tak na mnie działają- ale z pewnością to jest moje 'sekretne' miejsce :) 

A jakie jest Wasze?! :) 






Zdjęcia: Ola Karczmarska (Fanpage) - Urocze dziewczę z przedostatniej fotki ;) 

Co mam na sobie?: 
Czapka - Primark
Bluza- Primark - znaleziona w gdyńskim lumpeksie :) 
Spodnie- Primark
Ramoneska - H&M
Szalik - Pepco
Buty- Nike Air Max 90 (Ten model)


niedziela, 24 maja 2015

Dlaczego na prawdę mnie nie ma i co planuję z blogiem?


Tak na prawdę na pytanie w notce nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Ileż razy to słyszałam "co się dzieje z blogiem" lub "przecież nie może być aż tak trudno napisać jedną notkę!" bądź "na pewno nie jesteś AŻ tak zajęta" i pełno podobnych stwierdzeń. Sama wielokrotnie zabierałam się do pisania notek, kiedy nie miałam na to ochoty. 
Więc: Co się dzieje, co tu robię i jakie mam plany? 

Dałam zdjęcie jak szczerzę się nieprzytomnie, bo tak czuję się wracając tu :D 


Jestem, i wracam. Nie uciekam. Jednak jest sporo rzeczy które chciałabym zrobić. Przede wszystkim fakt, który najciężej było mi zaakceptować. Nie chcę pisać tylko o kosmetykach. Nie mówię, że całkowicie odejdę od tej tematyki- absolutnie nie! Ale chcę móc pisać o strojach dnia, o ciekawych książkach i przepisach które pieszczą moje podniebienie. Chcę więcej różnorodności. I mam szczerą nadzieję, że i Wam przypadnie to do gustu. Ponieważ taka zmiana nastąpi- inaczej nie będę czuć się tu komfortowo- a przecież nie o to chodzi. Więc jak, zostaniecie ze mną? : ) 
Zapewniam, że o kosmetykach będzie. Bo nadal jest to moja pasja, nadal kupuję o wiele za dużo, nadal zużywam kolejne plastikowe buteleczki i opakowania co miesiąc. Myślę, że taka przerwa- długa, znacząca i porządna była mi bardzo potrzebna. Myślę też nad nieco inną grafiką, ale to jeszcze nie jest postanowione. 
Chcę też zmienić formę notek kosmetycznych, w szczególności recenzji. Hexx zwróciła ostatnio na swoim fanpagu kwestię podawania składów danego kosmetyku. Dobrze wiecie, że tego nie robiłam. Ale gdy mnie tu nie było zaczęłam powoli się w to zagłębiać. Od niedawna. Nie jestem ekspertem, ale teraz i mnie irytuje brak składów w recenzjach. 
Chyba dojrzałam blogowo. Tak mi się wydaje, i taką mam nadzieję. Już nie kupuję rzeczy z myślą "o tym jeszcze recenzji nie było- wypróbuję" albo "o! o tym bym chciała napisać- wezmę" Co było myśleniem niezbyt mądrym, ale na szczęście nie trwało zbyt długo. 
I właśnie dlatego nie mnie było- nie wiedziałam jak się do tego zabrać. Na początku nie wiedziałam, dlaczego forma tego co robiłam do tej pory już mi nie wystarcza. Przyznam się, trochę się też wypaliłam. Ciągle notki o tym samym, ciągłe recenzje, i denka.  Ileż niezliczonych notek poszło do kosza i nie ujrzało światła dziennego, to na palcach nie zliczę. 
Prawdą jest też to, że skupiłam się o wiele bardziej na swoim kanale na YouTubie. Czyli tym, od czego moją przygodę z internetem zaczęłam i tym, co było moim pierwszym dzieckiem. Kanał na YouTube zawsze był dla mnie większym priorytetem i ukrywać tego nie będę. Wolę mówić do kamery niż pisać, i sądzę, że lepiej mi to wychodzi ;) I trochę tego bloga odstawiłam, bo na prawdę brakowało mi czasu. Przeprowadzka, nowe miejsce, nowa praca. Kolejna przeprowadzka. Ciągle coś się działo. Nawet teraz zmieniam pracę. 
Ale teraz, kiedy wiem, w jakim kierunku chcę dalej podążać, powracam do Was. Bo tęskniłam. Za pisaniem, robieniem zdjęć i odwiedzaniem Waszych blogów. :) 
Kto będzie tu ze mną dalej, mimo iż będzie nie tylko o kosmetykach? 




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...