notki o postanowieniach noworocznych u mnie nie było, i raczej się nie pojawi. chyba, że będziecie chcieli, ale szczerze mówiąc, każdy z nas widział już tego dużo na blogach, prawda? ;)
jednak to, iż nie przedstawiłam Wam swoich postanowień (nie do końca noworocznych, bo w niektóre weszłam już w grudniu:)) nie oznacza, że ich nie mam. jednym z nich było zaprzestanie kupowania ogromnej ilości kosmetyków. ban na zapasy pielęgnacyjne, oraz zamiast ogromu kosmetyków drogeryjnych, raz na jakiś czas coś z 'lepszej' półki, coby się po rozpieszczać:) postanowiłam to sobie już w połowie listopada, jednak pełną parą ruszyłam od grudnia. do dzisiaj nie kupiłam sobie nic, i przybyło mi tylko to co widzicie. oczywiście, nie licząc prezentów, ale tego nie liczę:) więc co mi przybyło mimo odwyku? do makijażu jedynie coś z 'wyższej półki' - pojęcie to przyjmijcie z dystansem. wiem, że wyższa półka kosmetyków dla każdego znaczy co innego, i Wy też miejcie to na uwadze :)
ja pewnie większość z Was wie, drogerie marionnaud znikają z naszego kraju, przez co posiadają one obecnie bardzo spore obniżki. ja nie ubolewam nad zamknięciem tej drogerii, gdyż osobiście zakupy ukazane wyżej, były moimi pierwszymi w owym miejscu. moja drogeria jest położona w C.H batory, jest to miejsce raczej rzadko uczęszczane, co było widać w nienaruszonych produktach. porozmawiałam z miłymi paniami, które powiedziały mi, że mam zaglądać co jakiś czas do zamknięcia: przeceny będą się pogłębiać oraz dochodzić będą nowe. mi pasuje ;)
w pierwszym podejściu udało mi się kupić aż 4 kosmetyki, z czego dwa chciałam przetestować wcześniej. wsystko pochodzi z firmy the balm. dwa kosmetyki dostałam od mej kochanej rodzicielki, dwa kupiłam sama. skusiłam się na podkład w kompakcie, korektor w płynie z wyciągiem z białej herbaty i olejkiem herbacianym, pomadkę oraz cień sypki do stosowania na morko oraz sucho:) jak się okazało przy kasie, dostałyśmy jeszcze większy rabat niż na opakowaniach. za całe zakupy zapłaciłyśmy łącznie około 120, co uważam za rewelacyjny deal:) - sam korektor w cenie oryginalnej kosztuje około stu złotych.
ostatnie 'kosmetyczne' zakupy dwa lakiery orly upolowane przez moją matulę w Tk Maxxie. lakierów orly jeszcze nie miałam, i jestem bardzo ciekawa czy się polubimy:) koszt zestawu nie przekraczał 40 złotych, z tego co pamietam. były to też pierwsze lakiery tej firmy w Tk Maxxie które nie wyglądały na stare;)
zaczynając zakupy pielęgnacyjne, powróciłam z zawieszono nisko głową do mojej ulubionej odżywki: eveline, paznokcie twarde jak diament. wiem jednak, że nie będę jej używać buteleczka po buteleczce. mam zamiar ją łączyć z innymi. przede wszystkim po skończeniu tego egzemplarza chcę kupić nail teka :) jednak na razie po prostu muszę doprowadzić moje paznokcie do reprezentatywnego stanu, bo ostatnio łamią się i rozdwajają jak szalone.
w rossmannie na "cena na pożegnanie" zgarnęłam ostatnią sztukę cążek z elite. posiadamy już z mamitą jedne takie, dlatego nigdy ich nie kupowałam gdyż cena regularna wynosi około 30 złotych. co jest dużo na cążki, które masz w posiadaniu, nawet jeśli tylko połowicznie;) jednak były przecenione na mniej więcej 10 złotych, więc nie było mowy żebym je zostawiła. są genialne, i jeśli szukacie porządnych cążków to polecam.
również na promocji zgarnęłam maszynki z isany. zazwyczaj kupuje męskie gilette, bo uważam, że o wiele lepiej golą. jednak cena tych była tak korzystna, że postanowiłam wziąć na spróbowanie. moja logika polegała na tym iż: żel do golenia isany uwielbiam, więc maszynki też muszą być dobre:D
w super-pharm zauważyłam promocję na mój ulubiony płyn do płukania jamy ustnej. za 16 złotych (bądź 18 jak ja, wybrałam droższy płyn "podstawowy") mały total care enamel gard dostajemy za grosz:) płyny listerine to tanich nie należą, więc musiałam je zgarnąć.
swoją drogą, stwierdziłam iż jest ze mną bardzo źle. cieszyłam się jak dziecko, właśnie z tego zakupu:D ale w sumie, więcej radości w życiu, prawda?!
kolejnym z moich postanowień noworocznych było kupowanie co najmniej dwóch płyt i dwóch książek więcej w miesiącu. w styczniu limit już przekroczyłam sporo (czekam na książkowo-płytowe zamówienie, jeśli będziecie zainteresowani, pokażę;)) a miesiąc się nie skończył. więc niezwykle się cieszę. w księgarni matras zakupiłam książkę "chomik na widelcu" za niecałe 10 złotych. pamiętam, że ktoś wypowiadał się o niej pochlebnie, więc zgarnęłam. gok wan co prawda był prezentem dla mej mamity, jednak obie Go uwielbiamy, więc na pewno książkę tą przeczytam. przecena sprawiła, że zamiast trzydziestu paru złotych zapłaciłam około 10.
jak widzicie, nie ma tego wiele, a już w ogóle mało jest kosmetyków. kilka, a porządnych. osobiście bardzo się z tego cieszę, i sądzę, że tak już pozostanie :)
a jak u Was zakupy? weszłyście w Nowy Rok z nowym myśleniem o kupowaniu?
























